Gdynia. Kiedy wzywać Ekopatrol? Strażnicy wyjaśniają, co robić z rannym zwierzęciem, lisem i kaczą rodziną
W Gdyni od początku roku straż miejska odebrała już ponad 22 tysiące zgłoszeń, z czego blisko 3,5 tysiąca dotyczyło zwierząt. Ekopatrol reaguje wtedy, gdy zwierzę jest ranne, uwięzione, chore albo znajduje się w bezpośrednim niebezpieczeństwie, a nie przy każdym spotkaniu z lisem czy jeżem na osiedlu.
fot. Straż Miejska
1 / 1 PowiększGdyński Ekopatrol ma za sobą już setki zgłoszeń dotyczących zwierząt, ale nie każde z nich kończy się realną interwencją. Zdarzają się sygnały o potrąconej krowie, która po przyjeździe strażników okazuje się gąbkową atrakcją, ale zdecydowana większość telefonów dotyczy prawdziwych zwierząt potrzebujących pomocy.
Strażnicy podkreślają, że sam widok dzikiego zwierzęcia w mieście nie oznacza jeszcze zagrożenia. Gdynia jest otoczona lasami i ma wiele terenów zielonych, więc lisy, jeże, borsuki, ptaki, a czasem nawet dziki pojawiają się także na osiedlach. W takich sytuacjach najważniejsze jest zachowanie dystansu i ocena, czy zwierzę wygląda na chore, ranne albo osłabione.
Pomoc jest potrzebna wtedy, gdy zwierzę jest uwięzione, nie może się poruszać, krwawi, zachowuje się nienaturalnie albo trafia w miejsce, gdzie grozi mu wypadek. Jeśli lis spokojnie przebiega przez osiedle, najlepiej go nie płoszyć i nie próbować oswajać. Podobnie jest z młodymi ptakami pod drzewem. Wiele z nich to podloty, które dopiero uczą się latać i nadal są pod opieką rodziców.
Nie wolno też zabierać do domu młodych saren czy jeży tylko dlatego, że leżą samotnie w trawie. W przypadku saren matka często wraca po ukryte młode, a jeż bez wyraźnych objawów choroby zwykle nie potrzebuje interwencji. Straż miejska przypomina, że kontakt ze służbami ma sens wtedy, gdy zwierzę jest ranne, zaplątane, wyraźnie osłabione albo znajduje się w niebezpiecznym miejscu.
Zdarzają się także sytuacje, w których pomoc dotyczy całych zwierzęcych rodzin. Na Karwinach kacza mama z 12 pisklętami utknęła w ogródku przy ulicy Tatarczanej. Ponieważ w pobliżu nie było zbiornika wodnego, a okolica była ruchliwa, strażnicy odłowili ptaki i przewieźli je do bezpiecznego miejsca na Wiczlinie. Jak podaje Leonard Wawrzyniak, takie akcje zdarzają się regularnie, nawet około 10 razy w roku.
Z pomocą strażaków udało się też ratować młodą kaczkę zaplątaną wysoko w gałęziach na Placu Kaszubskim oraz kota, który po sylwestrowym huku utknął na drzewie w Małym Kacku. W takich przypadkach mieszkańcy powinni dzwonić po służby, zamiast próbować działać samodzielnie.
Źródło materiału
Wydział Straży Miejskiej i Zarządzania Kryzysowego w Gdyni











